Stowarzyszenie Rodzin Osadników Wojskowych i Cywilnych Kresów Wschodnich jest kontynuatorem
Centralnego Związku Osadników Wojskowych powstałego w marcu 1922 roku
Strona główna Historia osadnictwa wojskowego Historia Stowarzyszenia Nasza działalność KRESOWE STANICE
Pomnik Osadników Sztandar Adresy i kontakty Wydawnictwa i pamiątki Archiwum Ciekawe strony
W radziwiłłowskim gnieździe

"Mała Warszawa"

Na południowy zachód od Mińska, nad wpadającą do Niemna Uszą, leży Nieśwież, stolica dawnej ordynacji książąt Radziwiłłów. Gdy tuż przed II wojną światową odwiedził ją Melchior Wańkowicz, była powiatowym miasteczkiem, liczącym siedem tysięcy mieszkańców, z czego połowę stanowili Polacy, 30% Żydzi, a 20% Białorusini. Dziś Nieśwież liczy 25 tys. obywateli. Jego centrum niewiele różni się od tego z czasów, gdy w restauracji hotelu Freinstejna biesiadował król polskiego reportażu, wysłuchując opowieści o znanych w całym powiecie facecjonistach: Obuchowiczu i Piotrowskim. Nie ma już co prawda legendarnych kresowych żartownisiów, ani też będących głównym obiektem ich dowcipów żydowskich pachciarzy, ale coś z tego historycznego kolorytu tu pozostało. Ominęła Nieśwież szerokotorowa linia kolejowa, biegnąca z Brześcia przez Mińsk do Moskwy i dwupasmowa szosa zwana "olimpijką" łącząca Brześć ze stolicą dawnego imperium. I dzięki temu Nieśwież ocalił swą przeszłość.
W centrum miasta zachowała się większość zabytków świadczących o jego historii. Choć poza kościołem farnym wszystkie zmieniły swoje przeznaczenie, to jednak wraz z zachowanym układem urbanistycznym robią duże wrażenie. Niektóre z nich pamiętają wiek XVII. Przede wszystkim ostał się zespół pałacowo-parkowy otoczony z trzech stron jeziorami. Gdyby książę "Panie Kochanku" wstał z grobu i groblą udał się do swojej rezydencji, to zbyt wielkich zmian by nie zauważył. Nawet na bramie nie ma czerwonej gwiazdy, ale tak jak za jego czasów pyszni się dumny herb Radziwiłłów. W parku zachowały się też wszystkie pomniki jego przodków i następców. Dopiero gdyby wszedł do środka swojej rezydencji, ryknąłby "gore"! Jej wnętrza zostały całkowicie wyburzone i zamienione w sanatoryjne sale. Z całego dawnego wyposażenia ostał się... jeden kaflowy piec. Ale spoczywający w kryptach fary książę może ucieszyłby się słysząc w Nieświeżu polską mowę i widząc w zabytkowym obiekcie lokal polskiej organizacji, której członkowie, działając z taką samą jak on fantazją, przybili tablicę z polską nazwą ulicy. Polacy nie dominują już w Nieświeżu, tak jak przed wojną, ale ich mowę można tu usłyszeć. Korzenie polskiej kultury zapuszczone w Nieświeżu przez ród Radziwiłłów są nie do wycięcia. A prób ich rugowania na przestrzeni wieków było wiele.


Radziwiłłowskie inicjały na bramie zamkowej

Pierwszy raz wojska moskiewskie zniszczyły Nieśwież w 1657 r. Sporo również ucierpiał on w okresie Konfederacji Barskiej. Przez pięć lat stacjonował tu carski garnizon, który wywiózł z zamku nie tylko skarbiec, ale i bibliotekę stanowiącą wówczas największą prywatną książnicę na kresach Rzeczypospolitej. Jednak, dzięki Radziwiłłom, Nieśwież bardzo szybko stanął potem na nogi. W 1783 r. odbył się tu legendarny festyn w setną rocznicę zwycięstwa Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Odnowiono szybko teatr pałacowy, gospody i zajazdy, wznowiono działalność dawnego kolegium jezuickiego, które przejęli dominikanie sprawiając, że Nieśwież zaczął być zwany "małą Warszawą". Okres jego świetności przerwała jednak wyprawa Napoleona na Moskwę w 1812 r., w której wziął udział książę Dominik, wystawiając za własne pieniądze VIII pułk ułanów. W odwecie carscy żołnierze po raz kolejny ogołocili zamek. Pomimo tego już w 2. połowie XIX wieku Nieśwież wrócił do życia i nadal stanowił ośrodek polskiej kultury mogący rywalizować, jak pisze Cat-Mackiewicz "z każdą rezydencją monarszą w Europie". Stało się to dzięki staraniom księżnej Castellone Radziwiłłowej, Francuzki, która w Nieświeżu całkowicie się spolonizowała. Odzyskała ona m.in. z rąk carskich archiwum radziwiłłowskie wraz z aktami unii horodelskiej z 1413 r. i unii lubelskiej z 1569 r. Księżnej udało się też sprowadzić inne bogactwa zamkowe: przeszło 2000 kompletów zbroi rycerskich, setki portretów, kolekcje pasów słuckich oraz meble. Kiedy Wilhelm II odwiedził Nieśwież, zaimponowała mu zwłaszcza radziwiłłowska kolekcja portretów - Hohenzollernowie takiej nie mieli.
I wojna światowa ponownie jednak obróciła Nieśwież w perzynę. Większość zgromadzonych tu zbiorów uległa zagładzie. Jakby na przekór historii, Radziwiłłowie po raz kolejny dźwignęli to miasto z upadku. Wspomniany wcześniej Stanisław Mackiewicz "Cat" był nim wprost zauroczony. W "Domu Radziwiłłów" wspomina go tak: "Nieśwież poznałem w 1924 r. Był wtedy obrabowany z mebli, ponieważ świeżo przeszedł zawieruchę wojenną, ale to może jeszcze powiększało jego urok. Olbrzymie zamczysko składało się z sal ozdobionych setkami radziwiłłowskich portretów, setkami zbroi i rozwieszonymi pasami słuckimi, to jest pasami noszonymi przez dawnych Polaków, robionymi z jedwabiu o oryginalnych deseniach, wreszcie setkami rogów jelenich i łosich. Kompletów zbroi było w Nieświeżu przeszło dwa tysiące. Ogromne piwnice zamku zasłane były częściami zbroi nie doprowadzonych jeszcze do porządku. W samym zamku jedynym oświetleniem były świece. Światła tych świec niespokojne i nastrojowe, kładły się na kolorach odwiecznych portretów, odbijały się blaskami w zbrojach. Robiło to wszystko wrażenie niepospolite. Jestem z zamiłowania turystą, zwiedzałem wiele krajów w Europie, ale Nieśwież to moje wrażenie największe i najgłębsze".
W latach trzydziestych Nieśwież odwiedził też znany polski reporter Konrad Wrzos, który w reportażu "Na zamku w Nieświeżu", opublikowanym najpierw w krakowskim "Ilustrowanym Kurierze Codziennym", a następnie zamieszczonym w książce "Oko w oko z kryzysem", dał znakomity obraz życia rezydencji. Dalekie było ono od sielanki. Mieszkający w niej książę Albrecht żył z ołówkiem w ręku. Przy pomocy drakońskich oszczędności usiłował utrzymać ją w rękach rodziny. Ze 168 pokojów 140 było zamkniętych i nie ogrzewanych. Z blisko 300 urzędników ordynacji zwolniono 260. Nie zwolniono tylko nikogo ze służby zamkowej, gdyż wszyscy jej pracownicy obejmowali w niej stanowiska na zasadzie dziedziczenia. Wypłata tygodniowa na utrzymanie domu, wynosząca w 1929 r. 600 zł, została zredukowana do 120. Na utrzymanie każdej osoby żyjącej w zamku wydawano 1,75, czyli pięć razy mniej niż w 1929 r. Książę Albrecht do minimum ograniczył też zakupy gromadzonych w zamku dóbr kultury. Nie oszczędzał tylko na wzbogacanie kolekcji pasów słuckich, co było jego ogromną pasją. Nie skąpił również grosza na ogrzewanie zamkowej biblioteki. Pełniła ona bowiem rolę publicznej książnicy. Korzystali z niej okoliczni ziemianie, a także nieświeska młodzież.


Zamek Radziwiłłów. Widok z lotu ptaka. Fot. Obuchowski, 1927

Towarzysze lubili wziąć

Po zajęciu Nieświeża przez bolszewików rezydencja Radziwiłłów szczęśliwie uniknęła plądrowania i dewastacji. "Wyzwoliciele" błyskawicznie opanowali miasto 17 września. Książę wraz z rodziną został aresztowany. Podczas przesłuchania oświadczył: "Wszystko, co się zdarzyło, jest bzdurą i nie będzie długo trwało, znowu zostanie ustanowiona władza Państwa Polskiego i nadejdzie czas zapłaty". Według meldunku sytuacyjnego nr 16 ludowego komisarza spraw wewnętrznych BSRR L. Canawy i naczelnika wydziału specjalnego NKWD ZSRR W. Boczkowa dla ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR L. Berii o sytuacji na Froncie Białoruskim: "Cały dobytek znajdujący się w zamku księcia Radziwiłła i sam gmach zamku, jako przedstawiające szczególną wartość opieczętowaliśmy i zabezpieczyliśmy po to, by nie dopuścić do niszczenia i grabieży. Przy zamku pozostało około 150 ludzi personelu obsługi".
W końcu września 1939 r. Nieśwież zwiedził sekretarz KCKP (b) Białorusi Ponomarienko, który swoje wrażenia w specjalnym meldunku przekazał samemu Stalinowi. Pisał w nim m.in. "W Nieświeżu zwiedziłem zamek książąt Radziwiłłów. Budynek 2-piętrowy, kolisty, około dwustu ogromnych pokoi - sal, są (tu) obrazy, wśród nich arcydzieła, broń ze wszystkich stuleci, ozdobiona srebrem, złotem, znamienita biblioteka z dużą ilością unikalnych książek we wszystkich językach. Zamek przedstawia ogromną wartość artystyczną i historyczną, a biblioteka jest wprost bezcenna. W celu zabezpieczenia przedmiotów wartościowych i sporządzenia opisu wyznaczyłem komisarza i grupę pracowników naukowych i czasowo zabroniłem komukolwiek bez specjalnego zezwolenia zwiedzania zamku ponieważ, jak się okazało w praktyce, zwiedzający towarzysze lubią wziąć sobie coś na pamiątkę".
Nie jest wykluczone, że Ponomarienko chciał urządzić w siedzibie Radziwiłłów muzeum. Można to wnioskować z tonu listu do Stalina. Politbiuro KCKP (b) Białorusi nie podzieliło jednak jego zdania. Na posiedzeniu w lipcu 1940 r. uznało ono za niecelowe organizowanie w Nieświeżu muzeum. Sam obiekt postanowiono przekazać NKWD z propozycją, by w przyszłości utworzyć w pałacu technikum samochodowo-drogowe. Wstępnie podjęto decyzje w sprawie przeznaczenia znajdujących się w zamku pamiątek historycznych, dzieł sztuki, trofeów myśliwskich, broni, biblioteki i archiwum. Pozostałe rzeczy postanowiono przekazać do państwowego handlu, konie przekazano do dyspozycji organizacjom rejonów nieświeskiego i kleckiego, z wyjątkiem hodowli koni rasowych, którą miała otrzymać jedna ze stadnin w ZSRR. Ostatecznie podział poradziwiłłowskich łupów został usankcjonowany decyzją Politbiura z 3 stycznia 1941 r. Postanowiono powołać specjalną komisję do zagospodarowania znajdujących się w zamku obiektów. Zamkową bibliotekę i archiwum miała otrzymać Akademia Nauk BSRR, obrazy i rzeźby Galeria Malarstwa BSRR, zbroje rycerskie, broń i inne tego typu przedmioty Muzeum Historyczne BSRR, kolekcję myśliwską muzeum w Białymstoku, ubiory i meble Teatr Wielki Opery i Baletu BSRR i dom pracy twórczej artystów.
Dlaczego białoruscy komuniści nie zdecydowali się na urządzenie w Nieświeżu "muzeum dla ludu pracującego" i rozbito bezcenną kolekcję można tylko domniemywać. Najprawdopodobniej nowi włodarze Kresów obawiali się, że "nienaruszony Nieśwież" będzie przypominać "obszarniczy" rodowód Kresów i to w sposób na ogół pozytywny. Po złodziejsku starano się ukryć łup i zatrzeć pamięć po Radziwiłłach, by patriotyzm tego rodu nie był przeszkodą w całkowitym włączeniu Kresów do Związku Sowieckiego. Doskonale zdawali sobie sprawę, że nie można go odbierać przez pryzmat anegdot o księciu Karolu II Radziwille zwanym "Panie Kochanku", którego pijackie wyczyny uwiecznił po mistrzowsku Jędrzej Kitowicz w "Opisie obyczajów za panowania Augusta III". Wielu Radziwiłłów oddało swe życie w obronie ojczyzny. Jako przykład może tu służyć wymieniany wcześniej książę Dominik, który poległ w 1813 r., biorąc udział z własnym oddziałem w osłanianiu odwrotu napoleońskiej armii. Z patriotyzmu słynął też książę Albrecht Radziwiłł. Pomimo, iż był człowiekiem ciężko chorym, mając sparaliżowane nogi, wstąpił w 1920 r. do wojska, by brać udział w obronie ojczyzny. Jeździł w taborze 10 pułku ułanów, tylko dla zaznaczenia, że osobiście bierze udział w wojnie, od której zależy los Rzeczypospolitej. Kiedy umarł, Cat-Mackiewicz napisał, że na jego pomniku grobowym powinny być wyryte słowa: "Obywatel prawy, który żadnemu nie uchybił obowiązkowi, człowiek o złotym sercu". W 1920 r. bohatersko poległ w bitwie pod Malinem książę Stanisław Radziwiłł, adiutant marszałka Józefa Piłsudskiego. Szedł z polską armią szlakiem swych przodków, którzy także zdobywali Kijów dla Rzeczypospolitej...
W 1941 r. w zamku Radziwiłłów ulokował się duży sowiecki sztab. Znajdujące się w nim dobra zostały zaś spakowane do skrzyń i przewiezione do Mińska. Dzięki temu prawdopodobnie ocalały. Nie zostały rozpakowane z powodu wybuchu wojny i pojechały dalej do Moskwy, dzięki temu nie zostały zniszczone i nie wpadły w ręce Niemców. Sam Nieśwież nie uległ w czasie niemieckiej ofensywy większym zniszczeniom. Zagony pancerne Guderiana błyskawicznie zajęły miasteczko. 28 czerwca 1941 r. w pałacu zostało umieszczone stanowisko dowodzenia grupy pancernej Guderiana. Sam generał zwiedził pałac i odnotował ten fakt w swych wspomnieniach. Był wyraźnie zawiedziony. Napisał m.in.: "Ze starych zbiorów znalazłem tam tylko na najwyższym piętrze fotografię przedstawiającą grupę myśliwską z cesarzem Wilhelmem I jako gościem". Warto tu wspomnieć, że dzięki Guderianowi ponownie został otwarty wspaniały barokowy kościół p.w. Bożego Ciała, podziemia którego stanowiły nekropolię rodu Radziwiłłów. Okoliczna ludność poprosiła go o "zgodę na odprawienie nabożeństwa dziękczynnego za wyzwolenie". Prośbę tę spełnił. Od tej pory Świątynia ta, będąca pierwszą budowlą wg projektu włoskiego jezuity Giovanniego Marii Bernardoniego na wzór rzymskiego kościoła II Gesu, zbudowaną na dzisiejszej Białorusi była nieprzerwanie czynna.
W 1944 r. po "powtórnym wyzwoleniu" Nieświeża w zamku Radziwiłłów nie urządzono szkoły samochodowej, ale szpital dla żołnierzy. W 1945 r. uruchomiono w nim zaś sanatorium "Nieśwież", w którym lud pracujący miast i wsi mógł leczyć choroby układu krążenia, systemu nerwowego i organów ruchu. Wiązało się to, niestety, z całkowitą przeróbką wnętrz pałacu. Tylko sala bilardowa utrzymała swoją pierwotną funkcję, by zdrowiejący w pałacu "lud pracujący Białorusi" mógł korzystać z rozrywek polskich panów...
Pamięci Radziwiłłów nie udało się jednak w Nieświeżu wymazać.
- Tutejsi ludzie wspominają zwłaszcza księcia Albrechta z dużym sentymentem - mówi Wanda Niżewicz, przewodnicząca Nieświeskiego Zarządu Rejonowego Związku Polaków na Białorusi. - Mieszkał stale w Nieświeżu, interesował się żywo losem mieszkańców ordynacji, fundował stypendia dla niezamożnej młodzieży, opiekował się szkołami, budował kościoły i kaplice.

Polaków w nieświeskim jest sporo

W nieświeskim mieszka nadal spora liczba Polaków. Po II wojnie światowej nie spieszyli się oni z porzucaniem swej małej ojczyzny. O ile z terenów powiatów: Kosów, Drohiczyn, Brześć czy Próżana wyjechało od 50 do 80% Polaków, to w nieświeskim zdecydowało się na ten krok, według oficjalnych statystyk, tylko 13 proc. Stanowili wówczas 30% mieszkańców całego powiatu. Obecnie w całym, liczącym wraz z Nieświeżem 50 tys. mieszkańców rejonie, Polaków tzw. paszportowych mieszka około pięciu tysięcy. Według cytowanej Wandy Niżewicz, jest ich faktycznie znacznie więcej. Dwa, a może trzy razy tyle. Nie stanowią więc 10% mieszkańców rejonu, ale tak jak za czasów II Rzeczypospolitej około 30%. Znaczną ich część, a zwłaszcza tych ze wsi, przymusowo zapisano jako Białorusinów. Niektórzy dali się też zrusyfikować. Oprócz samego Nieświeża, najwięcej Polaków mieszka w Snowie, Borodzieju, Koczanowiczach i Siłowiczach. Ich trwanie przy polskości jest zasługą zmarłego przed kilku laty ks. Grzegorza Kołosowskiego, nieświeskiego dziekana, który przez 53 lata posługiwał w radziwiłłowskiej farze, zmieniając ją w prawdziwą twierdzę wiary i polskości. Gdyby nie on, ta wspaniała świątynia byłaby dziś ruiną. Podczas ostrzału miasta w 1944 r. trafił ją bowiem przypadkowy pocisk, który wzniecił pożar. Gdyby wówczas temu dzielnemu księdzu nie udało się zmobilizować okolicznych parafian do jej ratowania, ogień zniszczyłby ją nieodwracalnie. Bohaterska postawa księdza zaimponowała wyzwolicielom, bo pozostawili go w spokoju, co było faktem bez precedensu. Mógł on bez przeszkód przeprowadzić remont kościoła i nadal w nim pracować. Wprawdzie w 1953 r. "na prośbę ludu pracującego" specjalna komisja przybyła, by zamknąć kościół pod pozorem, że w jego katakumbach kryje się źródło epidemii, ale gdy zeszła do podziemi, sprawa upadła. Komisja była wprost zaskoczona doskonałym stanem radziwiłłowskich mumii i uznała, że rzecz może przydać się radzieckim naukowcom, zajmującym się balsamowaniem partyjnych przywódców. W 1971 r. w artykule "Radziwiłłowskie mumie", zamieszczonym w piśmie "Niemen" o. Burak i S. Pryłucki ujawnili, że "zasoby" nieświeskiej świątyni i jej mikroklimat (niektóre zwłoki Radziwiłłów, pomimo iż nie były balsamowane, także bardzo dobrze się zachowały) były przez długie lata poligonem doświadczalnym dla radzieckich naukowców. Można więc powiedzieć, że to sami Radziwiłłowie sprawili, że w ich grodzie pozostał przyczółek polskości.


Kościół farny jezuitów. Fot. Janusz Pachniewicz

O swoje narodowe prawa nieświescy Polacy nie upominali się jednak, tak jak np. w Grodnie. Gorbaczowowska pierestrojka do niego nie dotarła. Nikt z nich, w wyniku blokady informacyjnej, nie wiedział nawet, że ich rodacy na zachodniej Białorusi utworzyli swój związek. Osoba, która zainicjowała polskie odrodzenie w radziwiłłowskim grodzie, czyli wspomniana Wanda Niżewicz dowiedziała się o nim zupełnie przypadkiem. Jako kierownikowi rejonowej nieświeskiej poczty wpadło jej w ręce pismo Związku Polaków na Białorusi "Głos znad Niemna". Przeczytała je i następnego dnia zaczęła działać. Skupiła wokół siebie grupkę ludzi pamiętających jeszcze polskie czasy, powołała grupę inicjatywną, która w kościele zorganizowała założycielskie zebranie ZPB. Miejscowe władze początkowo nie reagowały. Sądziły bowiem, że będzie to związek skupiający głównie stare kobiety "klepiące" pacierze. Gdy zaś kierowane przez panią Wandę koło zaczęło działalność wśród dzieci i młodzieży oraz wysuwać narodowe postulaty, wpadły w popłoch i zaczęły stosować różnorodne kruczki ograniczające jego rozwój. Pomimo bowiem zmian, które zaszły na Białorusi i rozwiązania partii komunistycznej, w Nieświeżu zmieniło się niewiele. Funkcję mera miasta objął były I sekretarz Komitetu Miejskiego KPB, który rządził nadal po staremu, nie zważając na chwilowe fanaberie historii. Dopiero po interwencji przewodniczącego Zarządu Głównego ZPB Tadeusza Gawina, musiał uznać, że i na Białorusi coś się jednak zmieniło. Wyraził więc zgodę na fakultatywne nauczanie języka polskiego w czterech nieświeskich szkołach. Podobnie było z innymi sprawami, jak chociażby z przydziałem działki pod budowę "Domu Polskiego". Mer zwlekał przez dwa lata, by jej nie wyznaczyć i dopiero interwencja w Mińsku uczyniła go bardziej spolegliwym. Po dwóch latach funkcjonowania nieświeskiemu oddziałowi udało się zdobyć lokal w dawnej plebanii i znacznie rozszerzyć zasięg swego oddziaływania. Powstały placówki w Snowie, Horodzieju i Koczanowiczach. Otwarto też szkołę niedzielną w miejscowym Domu Kultury, do której uczęszczają zarówno dzieci jak i dorośli. Poza tym zorganizowany został dziecięcy zespół pieśni i tańca Nieświeżanie, a polskie miejsca pamięci narodowej otoczono opieką. Uporządkowano na miejscowym cmentarzu kwatery: w jednej spoczywa 37 ułanów poległych w wojnie 1920 r., w drugiej 9 gimnazjalistów zamordowanych w 1919 r. przez bolszewików. W lokalu Związku, dzięki pomocy z Polski, skompletowano także bibliotekę i urządzono salę wideo. Wielkim echem w całej okolicy odbił się zjazd Nieświeżan z całego świata, którego uczestnicy wzięli na kilka dni we władanie to miasteczko. W radzie miejskiej wywołało to pomruki o "ponownej polskiej okupacji", chociaż oficjalnie mer robił dobrą minę do złej gry. Z honorami przyjął przybyłą z Londynu panią Elżbietę Tomaszewską - córkę ostatniego nieświeskiego ordynata, licząc zapewne, że da ona trochę "zielonych" na rewaloryzację swego rodowego gniazda. Utworzył on bowiem Fundację Nieświeską. Szukająca swojej tożsamości Białoruś, zaczęła zmieniać swój stosunek do Nieświeża. Został on uznany za jeden ze "starożytnych grodów Białorusi". Przypomniano sobie, że korzystający z opieki Radziwiłła Czarnego, działał tu Szymon Budny, który założył w mieście drukarnię zajmującą się edycją religijnych książek w języku białoruskim, własnego autorstwa. Tu wydrukował m.in. swój "Katechizis" i "Oprawdanije gresznoho człowieka piered Bogom". Podkreślając wkład Nieświeża w rozwój literatury białoruskiej, przypomniano także, że istniejące w nim placówki oświatowe wykształciły m.in. piszącego również po białorusku, polskiego poetę Władysława Syrokomlę oraz klasyka literatury białoruskiej Jakuba Kołasa, który poświęcił Nieświeżowi i jego okolicom znaczną część swojej twórczości. Przez dwa lata mieszkał na ziemi nieświeskiej inny wielki białoruski poeta, Janka Kupała, który w leżącym w pobliżu Nieświeża Snowie, napisał swój pierwszy tomik "Żaliejka".


Barokowa kamienica na rynku. Fot. Janusz Pachniewicz

Podbudowani przez naukowców białoruscy politycy, opowiadający się za całkowitą niepodległością swojego kraju, uznali, że Nieśwież powinien stać się jedną z wizytówek ich kultury, unaoczniającą wszystkim, że Białoruś nie jest krajem sztucznym, nie mającym żadnych historycznych korzeni związanych z zachodnią kulturą.
W ich imieniu prof. Adam Maldzis, dyrektor Naukowo-Oświatowego Centrum im. Franciszka Skaryny w Mińsku wystąpił też z inicjatywą wyprowadzenia sanatorium z Radziwiłłowskiej rezydencji i odtworzenia jej dawnych wnętrz. W miejsce sanatorium powstałoby muzeum i centrum kulturalno-oświatowe, które wspólnie z odbudowanym zamkiem, w odległym o 50 km Mirze, miałoby legitymować historyczną tożsamość Białorusi. Już w 1993 r. została wydana pierwsza białoruska, popularna monografia Radziwiłłowskiej siedziby, zatytułowana "Skarby Nieświeża". Ukazała się również przeznaczona dla turystów czterojęzyczna mapa, bardzo dobrze ukazująca jego zabytki. Zwiedzanie Nieświeża wprowadzono też do programu edukacji historycznej uczniów szkół średnich. Gości z Polski oraz Litwy, odwiedzających Nieśwież, denerwowało to dość swobodne adaptowanie spuścizny Radziwiłłw do kultury białoruskiej i nazywanie jej "cennym wkładem narodu białoruskiego do ogólnej skarbnicy światowej spuścizny kulturalnej", ale żaden z nich nie kwestionował konieczności rewaloryzacji Nieświeża. Sama pani Elżbieta Tomaszewska w rozmowie z profesorem Adamem Maldzisem całkowicie zaakceptowała pomysł odrodzenia siedziby swoich przodków, deklarując już na wstępie pomoc dokumentacyjną.

Złota były setki pudów

W 1997 r. pojawiły się informacje, że zamek w Nieświeżu chce przekształcić w swoją reprezentacyjną rezydencję prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. W zamku pojawili się też tajemniczy wysłannicy myszkujący po podziemiach. Rychło rozeszły się pogłoski, że są to członkowie ekipy rządowej, szukający w Nieświeżu słynnego skarbu Radziwiłłów, który podobno jest w nim ukryty. W moskiewskich archiwach istnieje ważny dowód potwierdzający jego istnienie. Jest nim raport osławionego posła Rosji przy dworze króla Stanisława Augusta - Mikołaja Repnina. Towarzyszył on monarsze w jego podróży do Nieświeża w 1784 r., gdzie obaj byli przyjmowani przez Karola Radziwiłła "Panie Kochanku". "Po wspaniałych fajerwerkach i obiedzie na 300 osób - pisał w raporcie - król zszedł do podziemi zamku, gdzie ujrzał bloki złota ułożone aż pod sufit. Złota było setki pudów".
Fakt istnienia skarbu potwierdził także książę Adam Czartoryski. Zwrócił też uwagę, że oprócz sztab złota do skarbu należała kolekcja figur dwunastu apostołów, spośród których pięć było ze szczerego złota, obsypanych klejnotami.
Skarb ten zaginął w czasie wojen napoleońskich. Książę Dominik polecił ukryć go w specjalnie przygotowanym zawczasu schowku, o położeniu którego wiedział tylko on sam i zaufany zarządca zamku. Kiedy książę Dominik wycofywał się wraz z armią napoleońską, zarządca w poufnym liście poinformował go, że chociaż wojska carskie złupiły rezydencję, to nie znalazły skarbu, który pozostał w ukryciu. Goniec z listem wpadł jednak w ręce Rosjan, którzy zaczęli szukać skarbu. Zarządca pomimo tortur nie zdradził, gdzie jest on schowany. Dlatego powieszono go na zamkowym dziedzińcu. Wkrótce poległ też książę Dominik, drugi człowiek, który wiedział, gdzie ukryto "dorobek przodków". Od tej pory nikt nie natrafił na jego ślad, choć próby odnalezienia skarbu były podejmowane. W czasie II wojny światowej czyniła to m.in. niemiecka kompania saperów. W latach dziewięćdziesiątych, z błogosławieństwem ponoć białoruskiego prezydenta, przez kilka lat poszukiwania prowadził niemiecki biznesmen, Igor Klujew. Czynił to pod pretekstem porządkowania zamkowych podziemi. Przeciwko jego działalności zaprotestowała jednak Białoruska Akademia Nauk.
W 1997 r. zawirowanie wokół Nieświeża wzrosło, gdy pojawiła się w nim specjalna komisja na czele z pełnomocnikiem prezydenta - Wiktorem Kuczyńskim. Niepokój wzbudziło jej zainteresowanie kościołem Bożego Ciała, a zwłaszcza jego podziemiami, w których spoczywały trumny Radziwiłłów. Wzrósł on jeszcze bardziej, gdy okazało się, że członkowie komisji byli wyposażeni w aparaturę nie do badania zawilgocenia, ale pustostanów i podziemnych przejść. Strach padł na nieświeską parafię, gdy proboszczowi Henrykowi Okołotowiczowi, który zastąpił zmarłego ks. Grzegorza Kołosowskiego, "zaproponowano", aby podpisał umowę o przekazaniu budynku świątyni na rzecz skarbu państwa w zamian za jego renowację i dalsze utrzymanie. Ksiądz Henryk zdecydowanie odmówił. Próbowano go szantażować. Sprawa stała się na tyle głośna, że Aleksander Stankiewicz napisał o niej w moskiewskich "Izwiestiach". Odbiła się też echem w polskich środkach masowego przekazu. Po pewnym czasie została wyciszona. Sytuacja uległa normalizacji. O skarbie przestano mówić, a dzięki środkom przekazanym przez rząd, szereg obiektów w mieście zostało zrewaloryzowanych. Zaczęły one na nowo odzyskiwać dawny blask. Obecnie na nowo wraca sprawa renowacji pałacu i urządzenia w nim muzeum. Koncepcja ta na pewno jest godna poparcia tym bardziej, że znaczna część zbiorów Radziwiłłów, choć w rozproszeniu, przetrwała do naszych czasów. Kilkadziesiąt pasów słuckich znajduje się w magazynach Muzeum Historycznego w Moskwie. Kolekcja obrazów została podzielona na dwie części. Jedna jest w Mińsku, a druga w polskich muzeach. W 1950 r., ponoć z polecenia samego Stalina, przekazano Bolesławowi Bierutowi ponad 90 obrazów z nieświeskiej kolekcji. Wydaje się, że przekazanie stronie białoruskiej ich kopii, a także ewentualnej dokumentacji zamku w Nieświeżu, byłoby dobrym zaczątkiem współpracy przy wskrzeszaniu dawnej siedziby Radziwiłłów. Pożar, który w noc wigilijną 2002 r. strawił dach zamku Radziwiłłów, może dla całej budowli mieć zbawienny skutek. Białoruski prezydent ratowanie tego zabytku potraktuje jako sprawę honorową i znajdzie fundusze na jego generalną rewaloryzację. Jego poczynania, w efekcie których został wskrzeszony zamek w Mirze, potwierdzają, że nie ma dla niego w tej materii rzeczy niemożliwych.

Paweł Liniewicz

Designed by M.Sz.