Stowarzyszenie Rodzin Osadników Wojskowych i Cywilnych Kresów Wschodnich jest kontynuatorem
Centralnego Związku Osadników Wojskowych powstałego w marcu 1922 roku
Strona główna Historia osadnictwa wojskowego Historia Stowarzyszenia Nasza działalność KRESOWE STANICE
Pomnik Osadników Sztandar Adresy i kontakty Wydawnictwa i pamiątki Archiwum Ciekawe strony
85. rocznica osiemnastej decydującej bitwy w dziejach świata

Bitwa Warszawska z 1920 r. w publicystyce historycznej ma różne określenia. Nazywa się ją między innymi "cudem nad Wisłą", a od r. 1931 także "osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata". Książkę pod takim tytułem napisał i wydał w Londynie Edgar Vincent D'Abernon, który w latach 1920-1926 był ambasadorem Wielkiej Brytanii w Berlinie. Od 25 lipca do 25 sierpnia 1920 r. przebywał w Polsce, gdzie został wysłany w misji nadzwyczajnej, w związku z narastającym zagrożeniem Polski i Europy przez ofensywę Rosji bolszewickiej.
Nie bez znaczenia jest niewątpliwie to, że książkę na temat ogólnoeuropejskiego, a nawet ogólnoświatowego znaczenia Bitwy Warszawskiej napisał nie Polak, który mógłby być posądzany o megalomanię narodową, lecz dyplomata i historyk brytyjski.

Plan bitwy i jej znaczenie
Warszawa nie po raz pierwszy w swoich dziejach broniła się przed atakiem wojsk rosyjskich. Tak było w r. 1794 i w 1831. Było oczywiste, że jeżeli nie trzeci lub czwarty szturm na Warszawę, to kolejny doprowadzi do pokonania obrońców stolicy Polski. Józef Piłsudski, jako Naczelnik Państwa i Wódz Naczelny Wojsk Polskich, postanowił działać w inny sposób.
Noc z 5 na 6 sierpnia spędził Piłsudski w Belwederze nad ostatecznym sprecyzowaniem planu strategicznego. Generalny zarys planu był taki, że należy uderzyć polskim prawym skrzydłem na lewe skrzydło wojsk bolszewickich i odciąć je od ich zaplecza i możliwości dostaw. Miejscem koncentracji był rejon Dęblina, w oparciu o Wisłę. Najtrudniejszą sprawą było oderwanie się od przeciwnika i odpowiednie rozdzielenie wszystkiego, czym Polska w tym czasie mogła dysponować. Warszawę skazywał Piłsudski na rolę pasywną, na wytrzymanie nacisku, który na nią szedł.
Gdy 6 sierpnia rano generał Rozwadowski - szef sztabu generalnego zameldował się w Belwederze ze swoim projektem odwrotu, Marszałek projekt ten odrzucił. Po dyskusji uzgodniono plan Piłsudskiego - uderzenie przez manewr oskrzydlający z dorzecza Wisły i Wieprza. Jeśli chodzi o koncentrację odpowiednich sił, to najłatwiej byłoby wydzielić je z 1 armii, która była już w pobliżu Warszawy. Piłsudski uważał jednak, nie bez podstaw, że nie może tego zrobić, gdyż wpłynęłoby to niekorzystnie na morale stolicy.
Ostatecznie zdecydował Marszałek utworzyć grupę uderzeniową z 5 dywizji. Trzy dywizje postanowił zabrać z 4 armii, a dwie najlepsze w polskim wojsku (1 i 3 Legionowa) z 3 armii. Cała grupa miała być wzmocniona oddziałami jazdy. Od 6 do 12 sierpnia gorączkowo śledził Piłsudski, jak się udaje manewr oderwania od nieprzyjaciela dywizji przeznaczonych do akcji.
13 sierpnia przybył do Puław i niezwłocznie rozpoczął objazdy oddziałów mających wziąć udział w głównym uderzeniu. Do oddziałów tych napływały tysiące ochotników. Na podniesienie ducha wojska wpłynął, i zapał uzupełnień ochotniczych oraz kilkudniowy spokojny odpoczynek, i rozkaz ogólnego przejścia do działań zaczepnych, i obecność Naczelnego Wodza w obozie. Piłsudski był z przeglądu zadowolony. Stan moralny wojska oceniał jako dobry. Braki stwierdzał jedynie w uzbrojeniu i zaopatrzeniu.
Zważywszy, że generał Weygand nie był bezkrytycznym wielbicielem Piłsudskiego, warto przytoczyć tu jego opinię: "W ciągu trzech dni, które Marszałek spędził wśród wojsk, zelektryzował je, przelał z własnej duszy w dusze walczących ufność i wolę pokonania wszelkich przeszkód. Nikt poza nim nie mógł tego dokonać. Pod żadnym innym dowódcą wojsko polskie nie dokonałoby, z takim uniesieniem zażartym, tej ofensywy, która doprowadziła je w ciągu kilku dni, aż do niemieckiej granicy, rozwalając siły czterech armii sowieckich, które dopiero co miały się za zwycięzców".

Realizacja manewru znad Wisły i Wieprza
Rozkaz Naczelnego Wodza z 15 sierpnia, odczytany przed wszystkimi szeregami, ogłaszał rozpoczęcie działań zaczepnych, żądając od wojska "skupienia całej woli i energii, by przez szybkie działanie zaskoczyć nieprzyjaciela, nogami i męstwem piechura polskiego wygrać tę bitwę". Rozkaz przypominał także dekret z 3 sierpnia "o nadawaniu stopni oficerskich szeregowym za działalność w obliczu wroga".
W tym dniu Piłsudski przeniósł swoją kwaterę do Dęblina. Z Warszawy nadchodziły depesze przedstawiające krytyczną sytuację i żądające natychmiastowego uderzenia. Nadeszła też wiadomość, że Armia Konna Budionnego zaczęła rozwijać natarcie na naszą 6 Armię, która rozpoczęła odwrót w kierunku Lwowa. Była to dobra wiadomość, gdyż Budionny mógł zagrażać tyłom grupy uderzeniowej. Piłsudski postanowił rozpocząć natarcie następnego dnia o świcie. Miał w swej dyspozycji 43 tys. piechoty, 4.500 jazdy, 179 dział i 800 karabinów maszynowych. W rozkazie operacyjnym poprzedzającym bój Marszałek zakazywał jakiegokolwiek "oglądania się" na skrzydła. Każda dywizja miała nacierać na wyznaczonych odcinkach z maksymalną szybkością - nie myśląc o tym, czy sąsiedzi za nią nadążą. W obowiązujących wówczas zasadach taktyki i strategii była to kolejna "herezja" Marszałka, wyprzedzająca myśl wojskową o 20 lat.
Bolszewicy byli przekonani, że armie polskie są już rozbite, zdemoralizowane i niezdolne do poważniejszego oporu. Oficjalne komunikaty dowództwa sowieckiego zapowiadały zajęcie Warszawy na dzień 15 sierpnia. Tuchaczewski charakteryzował morale polskiej armii w następujących zdaniach: "Ciągłe niepowodzenia, ciągłe cofanie się ostatecznie załamały zdolność do boju polskiej armii. Było to już nie to wojsko, z którym wypadło nam się mierzyć w lipcu tego roku. Całkowite zdemoralizowanie, całkowita niewiara w możliwość powodzenia podkopały siły zarówno dowódców, jak i rzeszy żołnierskiej".

Bitwa o Warszawę
Bitwa o stolicę Polski rozpoczęła się 13 sierpnia 1920 r. w godzinach wieczornych natarciem 21 i 27 dywizji Armii Czerwonej na Radzymin. Dywizje te należały do najlepszych, wsławione były pogromem wojsk Kołczaka i przez Rosję całą jechały z jednym tylko hasłem: Dajosz Warszawu! (Dawaj Warszawę!). Do decydującego uderzenia na Warszawę Sowieci przeznaczyli 17 dywizji piechoty i słynny korpus jazdy Gay-Chana. Polacy w pierwszej fazie bitwy mogli przeciwstawić bolszewikom zaledwie cztery i pół dywizji. Przełamanie frontu mogło oznaczać katastrofę i bezpośrednie zagrożenie Warszawy, która zgodnie z planami Marszałka musiała wytrzymać ataki sowieckie przynajmniej do 17 sierpnia.
Mimo bohaterskiej obrony, 14 sierpnia Rosjanie zajęli Radzymin i Armia Czerwona zbliżała się na odległość kilkunastu zaledwie kilometrów od stolicy Polski. Dywizje sowieckie wkroczyły do Radzymina z wszystkimi taborami i zakładami swojego zaplecza. Pojedyncze brygady tych dywizji dotarły do Słupna, a w kierunku Jabłonna aż do Górki Radzymińskiej. Na szosie do Nieporentu patrole sowieckie przechwytywały polskich gońców i paraliżowały ruch samochodowy. Za cudowny paradoks uznać należy fakt, że ten bezsprzecznie duży sukces sowiecki, wydatnie przyczynił się do ich klęski. Generał Haller, który przegrupowywał jeszcze swoją 5 armię i zgodnie z planem miał wkroczyć do walki dopiero dnia następnego, na wieść o sytuacji radzymińskiej zarządził kontratak wszystkimi siłami 1 i 5 armii polskiej. Przez cały dzień 14 sierpnia trwały zacięte walki. Radzymin wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. Przeciwnatarcia polskie pochłaniały batalion po batalionie.
W Ochotniczym Pułku Piechoty składającym się z uczniów warszawskich szkół, straty sięgały 70%. Na czele jednego z batalionów śmierci z krzyżem procesyjnym padł ksiądz Ignacy Skorupka. Generał Żeligowski pospiesznie gromadził nowe siły, aby kontratakami (od świtu 15 sierpnia) zatkać radzymińską dziurę. Ze wzgórz tej "dziury" Rosjanie mogli oglądać wieże soboru prawosławnego na placu Saskim. W razie naszej klęski plac ten nie byłby Placem Zwycięstwa z wiekopomną homilią Jana Pawła II.
W Warszawie, w której z drżeniem serc wsłuchiwano się w bitewną strzelaninę, ambasady państw zaprzyjaźnionych zarządziły ewakuację do Poznania. Wśród nielicznych dyplomatów pozostał w Warszawie nuncjusz apostolski - kardynał Achilles Ratti, późniejszy Pius XI, ze względu na swoje sympatie zwany "Papa Polacco".

Decydujący dzień bitwy o Warszawę - 15 sierpnia
Przez całą noc obie strony podciągały rezerwy i przegrupowywały swoje siły, aby o świcie rozpocząć decydujący bój. Piłsudski otrzymał już ponaglające depesze, przeanalizował położenie na całym froncie i pod Radzyminem, znał niepokoje warszawskie i postanowił, że rozpocznie swój kontratak o cały dzień wcześniej - 16 sierpnia o świcie. Dowództwo obrony odcinka radzymińskiego przejął generał Żeligowski.
W bitwie warszawskiej było niewątpliwie wiele niesamowitego wręcz bohaterstwa i poświęcenia - był genialny plan i wspaniali planu tego wykonawcy. Wszystko to jest prawdą, a jednocześnie wszystko to nie przeczy cudowności tej bitwy - osiemnastej decydującej bitwy w dziejach świata. Cudowny moment bitwy warszawskiej miał miejsce 15 sierpnia o godz. 1.00 w nocy, kiedy porucznik Pogonowski, tknięty trudnym do racjonalnego wyjaśnienia przeczuciem, nie czekając na wyznaczoną godzinę ogólnego natarcia, poderwał swój batalion do walki. Swoim brawurowym atakiem utrafił w najczulszy, jak się później okazało, punkt sztabowy przegrupowującej się armii rosyjskiej.
Zaskoczenie bolszewików było zupełne. Pogonowski rozbił duży oddział nieprzyjaciela w Mostach Wólczańskich, gdzie odbywała się narada dowódców i uderzył w Wólkę Radzymińską, gdzie koncentrowała się rosyjska dywizja. Pułki bolszewickie słysząc odgłosy walk na swoich tyłach, zaczęły się cofać, wchodząc wprost "na widelec" znacznie większych sił polskich. Sowieci nie przypuszczali oczywiście, że groźny atak wykonany został siłami jednego tylko batalionu. Porucznik Pogonowski zginął w tej walce, ale była to śmierć nie tylko bohaterska, ale również najbardziej znacząca dla toczącej się bitwy, a nawet wojny.
Przez cały dzień 15 sierpnia na wszystkich odcinkach frontu trwały zacięte walki. Późnym wieczorem miasto Radzymin zostało ostatecznie odzyskane. Wojska sowieckie zostały zatrzymane na wszystkich odcinkach frontu warszawskiego. 18 sierpnia większe siły sowieckie zaczęły koncentrować się pod Węgrowem. Stan moralny czerwonoarmiejców był jednak już tak kiepski, że przy uderzeniu jednej tylko 21 dywizji, trzy dywizje rosyjskie rozpoczęły bezładny odwrót w kierunku Drohiczyna. Natychmiast zresztą zderzyły się z wojskami 1 Armii Polskiej, która zgodnie z rozkazem Marszałka przeszła już od obrony do pościgu. Dywizje sowieckie zmieniły kierunek i cofały się w stronę Bielska Podlaskiego. Tym razem zastąpiła im drogę 1 dywizja legionowa. XVI armia sowiecka, która tydzień wcześniej stanowiła śmiertelne zagrożenie dla Warszawy, przestała praktycznie istnieć, uległa, jak z lubością mawiał Tuchaczewski "rozpyleniu". Taki sam lub podobny los czekał pozostałe armie sowieckie. Taki był koniec "pochodu za Wisłę".
Lord d'Abernon, który nazwał bitwę warszawską "18 decydującą bitwą w dziejach świata", tak napisał o bolszewikach: "Jedyną ich wiarą była wiara w zniszczenie istniejącego porządku, jedyną ich polityką zniszczenie wszystkiego, co jest zgodne z naszymi prawami (...) Trudno jest ocenić względną ważność wydarzeń minionych stuleci w zestawieniu z bitwą pod Warszawą, ale można z całą pewnością przypuszczać, że gdyby armia sowiecka przełamała opór Polaków, bolszewizm byłby z pewnością zapanował w całej Europie".

Antoni Lenkiewicz

Designed by M.Sz.